Wszystko zaczyna się do znalezienia na jednym z budynków w Prypeci, zmasakrowanego ciała mężczyzny. Śledztwo jest utrudnione, bo mało kto chce dotykać napromieniowanego trupa, nie dokonano nawet sekcji, strefa jest ściśle zamknięta i kontrolowana jedynie w teorii, więc policja nie robi wielkich postępów. Tymczasem wkurzony zdeterminowany ojciec zamordowanego postanawia wziąć sprawy we własne ręce i wynajmuje w Moskwie jednego z policjantów, by ten udał się prywatnie na Ukrainę i odnalazł sprawcę. Aleksander Rybałko podejmuje się tej misji dla kasy, choć ma sporo wątpliwości - niby zna teren, bo tam się urodził, pamięta katastrofę, nawet skażenie go nie przeraża, bo właśnie dowiedział się, że zostało mu jedynie pół roku życia. Czuje jednak niepokój i niechęć do spełnienia warunków postawionych mu przez zleceniodawcę, który nakazał mu po prostu zabić ofiarę jego polowania.
Mamy więc śledztwo prowadzone równolegle przez policję ukraińską i policjanta z Rosji, który musi przed nimi ukrywać swoje działania. Depczą sobie wzajemnie po śladach, nie wiedząc, że sprawca ich obserwuje i powoli przygotowuje jeszcze bardziej okrutną kontynuację swojego planu. Kto będzie szybszy i jaki związek mają współczesne ofiary z okrutnym morderstwem jakiego dokonano w noc wybuchu w elektrowni jądrowej? Gwarantuję Wam trzymającą w napięciu lekturę!
A ode mnie spory plus za pokazanie nie tylko konsekwencji awarii w Czarnobylu, które utrzymują się do dziś, ale i tego z jakim bólem patrzą na konflikt z Rosją, wszyscy ci, którzy wychowywali się w ZSRR i wciąż mają w sobie cząstkę "człowieka sowieckiego". Dla młodych może wszystko jest proste - jest wróg, jest nienawiść, ale starsi mają świadomość, że na wschodzie Ukrainy strzelają do siebie ludzie, którzy być może mają wspólnych krewnych albo ich rodzice byli przyjaźniącymi się sąsiadami.
To uchwycenie sedna konfliktu, rozgrywanego przez polityków i ludzi, którzy chcą robić interesy na wojnie, dzieląc ludzi i napuszczając ich na siebie, jest bardzo prawdziwy.
No i Zona - ten klimat opuszczenia, pozostawienia prawie w stanie nie naruszonym przez tyle lat wszystkiego. To co się wydarzyło w 1986 tkwi w ludziach, a to miejsce jest przestrogą, nie tylko pokazując realne konsekwencje awarii, ale i stanowiąc wciąż duże zagrożenie dla zdrowia i życia wielu ludzi (przecież betonowy blok stanowi jedynie tymczasowe zabezpieczenie). To naprawdę wywołuje ciarki na plecach.

0 Comments